OCZAMI VIV
Razem z Jus'em bardzo związaliśmy się przez ten miesiąc ciągle się śmiejemy żartujemy ale też umiemy porozmawiać "na poważnie", ogólnie rozmawia się z nim bardzo dobrze. Jedziemy właśnie do domu Jusa w Londynie chciał zabrać mnie pod swoje "skrzydła" bo jak powiedział "sława mnie męczy, chcę odpocząć" więc na pewien czas przeprowadził się do Londynu. Justin zaproponował mi bym na pewien czas wprowadziła się do niego z oczywistych powodów dlaczego nie chcę mieszkać w domu tam gdzie ON ja... ja się nim brzydzę.
-Jus daleko jeszcze-zapytałam
-jeszcze-spojrzał na niewidzialny zegarek na jego ręce-trochę-dokończył z szyderczym uśmiechem
-oh-żartobliwie trąciłam jego ramie na co on zawadiacko się uśmiechnął
-też cię kocham -zażartował -o i jesteśmy. Skręcił w jedną z "bogatszych" dzielnic i dojechaliśmy do jego domu był naprawdę piękny
-Piękny dom -powiedziałam z uśmiechem
-dziękuję -lekko się uśmiechnął ale widziałam że coś go dręczy
-No dajesz, co się stało -zapytałam
-nic-powiedział oschle
-oj no, przecież widzę nie jestem głupia-zaśmiałam się by rozluźnić atmosferę
-nie jesteś głupia -szepnął
-ok, jak będziesz chciał powiedzieć to wal śmiało -uśmiechnęłam się -teraz choć chcę zobaczyć dom-pogoniłam go
-ok już idę -zaśmiał się
Weszliśmy do domu a ja oniemiałam tam wszystko było takie inne niż w moim "starym domu" takie... czyste.
-Tu naprawdę jest pięknie Jus-szepnęłam nie mogąc wymówić nic innego
-ha ha ha dziękuję... znów dziękuję -zarechotał
Resztę dnia a raczej wieczora spędziliśmy na rozmawianiu i rozpakowywaniu się. Skończyliśmy wieczorem była bodajże 3 ale nie dało się tego odczuć. Poszłam się umyć ubrałam piżamę i wyszłam z łazienki. Zeszłam na dół gdzie Kenny (ochroniarz Jusa) i Jus grali na konsoli
-Ej! Co tu się dzieje?!-wrzasnęłam
-yyy... no my ten... sprawdzamy czy gra nie jest popsuta-powiedział z zakłopotaniem Beebs, a ja wybuchnęłam nie pohamowanym śmiechem
-szkoda że... że nie widziałeś... swojej miny-rechotałam
-ha ha ha ale śmieszne-Jus zrobił minę jak by chciał mnie zabić
-oj no, nie przesadzaj to był żart-powiedziałam, podeszłam do niego i przytuliłam się do niego od tyłu i szepnęłam do ucha-jesteś na mnie zły -przygryzłam lekko wargę
-kocham jak mnie tak przepraszasz -nagle banan pojawił się na jego twarzy
-o ty niech ja cię złapię -on zaczął uciekać a ja zaczęłam go gonić. Ale po paru minutach zorientowałam się że Kenny ma pistolet na wodę. I oto takim sposobem Justin został oblany wodą a jego mina w tej chwili przewyższała minę najśmieszniejszego klauna.
-teraz lepiej uciekaj radzę ci dobrze -krzyknął, a ja jak na zawołanie zaczęłam uciekać gdzie pieprz rośnie
-oj no, Jus proszę -zrobiłam minkę błagającego pieska
-o nie nawet o tym nie myśl. Zemsta musi być-szyderczo się uśmiechnął- i nawet wiem jaka -podbiegł do mnie wziął na ręce zaniósł do w-c postawił w kabinie prysznicowej puścił wodę, zimna ciecz zaczęła po mnie spływać, a mądra Vera pociągnęła Bieberka za rękę do kabiny z czego on też został oblany wodą, a jego postawiona na żel grzywka opadła mu na czoło ale zdziwiło mnie to że stał ode mnie oddalony o parę milimetrów tak że czułam na moich ustach jego miętowy oddech. Jus spojrzał ma moje usta i lekko przygryzł wargę po chwili złączył nasze usta w przeciętnym na początku pocałunku ale po paru sekundach nasz pocałunek zamienił się w bardziej namiętny. Justin podniósł mnie tak że moje nogi oplatały do w pasie, wyszedł z kabiny i łazienki, wszedł do pokoju położył nas do łóżka a dalej pewnie wiecie co się stało.
NASTĘPNEGO DNIA RANO
Obudziłam się cała w skowronkach przypominają sobie wczorajszą noc. Spojrzałam na zegarek była 15:35 moje oczy właściwie wyszły z orbit, spojrzałam na miejsce gdzie powinien leżeć Justin ale... no właśnie jego tam nie było, zauważyłam że na stoliku nocnym stoi taca ze śniadaniem, "mini" wazonik z różą i kartka. Wychyliłam się wzięłam tace do ręki przeniosłam ją na moje kolana najpierw przeczytałam kartkę z "listem" a mianowicie:
"Hej słońce ! W nocy byłaś wspaniała :D Ale przejdę do rzeczy. Pewnie się zastanawiasz dlaczego nie ma mnie teraz przy tobie ale to dla tego że nieoczekiwanie zadzwonił do mnie mój menadżer i kazał mi natychmiastowo wstawić w wytwórni tu w Londynie. Moja limuzyna przyjedzie po ciebie o 20:30 więc bądź ubrana wieczorowo zabieram cię na kolację... Reszta to niespodzianka."
"Twój Justin"
-Co wy tutaj robicie?! A tak w ogóle kto powiedział wam gdzie mieszkam ?!-warknęłam wściekła
-Córciu...-chciał powiedzieć "ojciec " ale mu przerwałam
-Nie mów do mnie tak ja... ja wam coś powiem mam was daleko w dupie zostawiliście mnie i Ad same gdy nie miałyśmy jeszcze dziesięciu lat wiecie że my mieszkałyśmy u Babci nielegalnie w każdej chwili mogli nas dać do opieki społecznej a co najgorsze do domu dziecka. Wiecie że Ad musiała chodzić do psychologa, że co dziennie pytała się babci "kiedy rodzice wrócą" a co babcia miała jej... nam powiedzieć zostawili was, nie chcą was?! A wy co wygrzewaliście się na wyspach kanaryjskich a babcia pracowała na nasze utrzymanie wiecie co?! Nie na widzę was to za małe słowo by wyrazić co w tej chwili do was czuję!!-wrzasnęłam i zamykając im drzwi przed nosem zsunęłam się po nich na sam dół a po moim policzku spłynęła jedna, jedyna, samotna łza. Nagle do domu wkroczył zdenerwowany Justin
-Mała, co się dzieje?-zapytał zaniepokojony trzymając moją rękę
-Nic tyl....-chciałam coś powiedzieć ale Jus mi przerwał
-Przecież widzę że coś się stało po prostu powiedz-nakazał łagodnie
-No bo moi rodzice przyjechali do Londynu -powiedziałam ledwo słyszalnie. Następnie opowiedziałam mu całą historię moich "Rodziców" .
-Mogę ci się o coś spytać ?-zapytał zakłopotany
-Tak, jasne-powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam
-No bo mam pytanie zostaniesz... zostaniesz moją... moją dziewczyną -Zapytał i lekko się zarumienił
-Hymm... no nie wiem, nie wiem.... OCZYWIŚCIE ŻE TAK!-wrzasnęłam i się do niego przytuliłam, a on podniósł tylko moją głowę i wpił się zachłannie w moje usta, ale po chwili odsunął się ode mnie wyciągnął coś z kieszeni. Było to pudełko, podał mi je a gdy otworzyłam ukazał mi się prześliczny Wisiorek na złotym łańcuszku. Gdy Jus zobaczył moją reakcję wybuchnął śmiechem, ale po chwili się uspokoił wziął łańcuszek z moich rąk kazał mi się obrócić, łańcuszek swobodnie ułożył się na moim dekolcie. Obróciłam się do niego i musnęłam jego usta. Jus wstał włączył wolną piosenkę
-Mogę prosić do tańca?-zapytał z szyderczym uśmiechem
-Oczywiście-wstałam zarzuciłam ręce na jego szyję, a on swoimi rękami objął mnie w talii. Tańczyliśmy tak patrząc sobie w oczy.
-Wiesz jutro mam wywiad u Ellen i chciałbym byś poszła ze mną tam -powiedział bez żądnych skrępowań
-ymm... no nie wiem. Nie chcę żeby ludzie pomyśleli że jestem z tobą dla sławy -powiedziałam
-no proszę -powiedział i zrobił minkę "biednego kotka"
-ymmm... dobrze ale....-nie dokończyłam
-nie ma żadnego "ale", idziesz i koniec -na jego buzi pojawił się ogromny banan
NASTĘPNEGO DNIA
-Obudź się kochanie -Jus obudził mnie swoimi malinowymi ustami
-już wstaję-powiedziałam i wywlokłam się z łóżka podeszłam do szafy i wyjęłam z niej ubrania poszłam do w-c ubrałam się we wcześniej wymieniony zestaw Zestaw oczywiście do tego zawiesiłam na szyi naszyjnik od Jusa następnie zeszłam na dół, a tam czekał na mnie mój Skarb. Gdy mnie zobaczył od razu do mnie podszedł...
CDN...
Super blog :) JAKBYŚ MIŁA CZAS TO WPADNIJ TEZ DO MNIE :) http://1d-mojeopowiadania.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń